Szarańcza

Suhak i jego trąbka

Jak pozbyć się polskich kabaretów? Pewnie każdy z Was zadaje sobie czasem to pytanie. Odpowiedź tymczasem jest dziecinnie prosta: przekonać Chińczyków, że sproszkowany polski kabareciarz jest idealnym lekiem na jakąś chorobę. Optymalnie: na problemy z potencją. Jeśli tylko Chińczycy kupią taką rewelację, to tyle widzieliśmy materiał, z którego powstawać ma lek.

Chcecie przykładu?

Suhak stepowy lub, z rosyjskiego, sajga to fiat multipla wśród zwierząt. Jego zwisające, przerośnięty nos, zwany trąbką, nie jest może piękny, za to niezwykle praktyczny. Latem schładza organizm, a także filtruje powietrze, Przydaje się, gdy stada suhaków biegną przez stepy, wzbijając w górę tumany piachu. Zimą trąbka pozwala powietrzu ogrzać się, zanim trafi do płuc.

Jednak to nie nos, a rogi suhaków są najważniejsze dla polujących na te zwierzęta kłusowników. W tradycyjnej medycynie chińskiej są one stosowane jako zamiennik dla jeszcze droższych rogów nosorożca. W Chinach ciężko o nosorożce, jednak suhaki żyły tam, w Dżungarii na północnym zachodzie kraju, w dużych ilościach. Żyły, bo zostały całkowicie wytępione. Dzisiejsza rachityczna populacja chińskich suhaków pochodzi od dziewięciu osobników ściągniętych z zagranicznych ogrodów zoologicznych.

Nie mając już ani nosorożców, ani suhaków, chińscy miłośnicy medycyny tradycyjnej zmuszeni zostali do importu. Na całe szczęście dla nich, akurat rozpadał się Związek Radziecki, a po stepach sowieckiego jeszcze Kazachstanu biegał wtedy ponad milion nosatych antylop. Zwierząt było tak dużo, że podchodziły pod domy, nie trzeba było nawet wyjeżdżać w step, by je zobaczyć.

Popyt z Chin był jednak nieograniczony. Pozbawieni pracy w pozamykanych fabrykach Kazachowie zaczęli kłusować, a kiepsko (lub wcale) opłacani strażnicy często nie dość, że im nie przeszkadzali, to sami dołączali do łowów. Funkcjonariusze kazachskiego ochotzoopromu (Rosjanie kochają słowa-skrótowce, ten akurat oznacza Przedsiębiorstwo Polowań na Zwierzęta) sami odpowiadali za ustalanie pogłowia sajgi, od którego zależały kwoty pozwoleń na odstrzał. Oficjalnie odstrzelono więc np. 20%, w praktyce 40%, bo podawana przez strażników wielkość populacji była zawyżana.

Efekty było widać gołym okiem. W tradycyjnych polowaniach nie marnowano niczego: zjadano mięso, wykorzystywano skórę i sierść. Kłusowników z lat 90-tych, tych w mundurach i bez, interesowały tylko rogi. Po odcięciu rogów piłą zwierzęta zostawiano tak, jak leżały.

W rekordowych 1993 roku wyeksportowano z Kazachstanu 60 ton rogów. Żeby zdobyć kilogram trzeba zabić średnio siedem zwierząt. Resztę matematyki zostawiam Wam.

Chociaż już w 1998 roku przerażone władze wprowadziły zakaz odstrzału sajgi, to w kolejnych latach nadal wywożono do Chin po kilka-kilkanaście ton rogów. I mowa tu nie o przemycie, a o legalnym handlu. Oficjalnie były to poroża zwierząt, które zdechły, rogi przechwycone w obławach na magazyny kłusowników czy też to, co pozostało po poprzednich latach. Jednak dłubiący w temacie dziennikarze szybko odkryli, że żadne z tych źródeł nie mogło dać aż takiej ilości surowca. Magazyny były puste od lat, a kłusowników nie wyłapywano aż tylu. Cóż, skoro kilogram rogów kosztował ponad sto dolarów, niewiele mniej, niż miesięczna pensja funkcjonariusza ochotzoopromu, to i magazyny mogły się w magiczny sposób napełnić.

Opustoszały za to stepy.

Dziś na całym świecie żyje ledwie kilkadziesiąt tysięcy tych zwierząt o trudnym wdzięku. Zamieszkują wyizolowane wysepki: w rosyjskiej republice Kałmucji, Kazachstanie i Zachodniej Mongolii.

Stepy, na których żyją niedobitki suhaków, nie cieszą się bogactwem roślinności. Mało co potrafi wytrzymać brak wody i silne wiatry. Wyjątkiem jest saksauł. Ten krzew z rodziny szarłatowatych spadł mieszkańcom stepów jak z nieba. Nie ma wielkich wymagań, za to pomaga polepszyć warunki dla innych. Szeroko rozgałęzione korzenie zatrzymują wodę i powstrzymują erozję gleby, a w zaroślach miejsce dla siebie znajduje wiele stepowych zwierząt. Choćby wróbel mongolski, którego nazwa tak w rosyjskim, jak i kazachskim to wróbel saksaułowy.

Saksauł na pustyni Gobi (fot. He Ba Mue)

Drewno saksaułowe jest świetnym źródłem ciepła. Nie dość, że pali się długo i mocno, to jeszcze nadaje przygotowanym nad nim potrawom przyjemny posmak wędzonki.

O zaletach saksaułu dla miłośników grillowania opowiadał mi profesor Płotkowski z SGGW, z którym czekałem w kolejce po wizę przed warszawską ambasadą Kazachstanu. Profesor często jeździ do Kazachstanu z wykładami dotyczącymi zalesiania, którym mocno zainteresowane są kazachskie władze, chcąc zmienić stepowy krajobraz swojego kraju.

Okazuje się, że nawet saksauł, któremu niewiele potrzeba do szczęścia, znika z kazachkich stepów. Wycina się go na hektary. Ale po co?

Jak to powiedział pan profesor:

– No więc mówię tym Kazachom: przecież wasz kraj jest ogromny, a jest was ledwie kilkanaście milionów. Nie możecie przecież kochać grilla aż tak bardzo, żeby wytrzebić roślinę, która rośnie sama. I wie pan, co mi powiedzieli? Pokazali tylko na mapę. Chiny.

Zaczęliśmy od kabareciarzy, a więc skończmy również z humorkiem :)

Do Breżniewa przychodzi doradca i rozedrganym od emocji głosem mówi:

– Towarzyszu Sekretarzu, na Placu Czerwonym zbierają się ludzie.
– No zbierają się i co? Co takiego robią?
– Jedzą.
Nu, to niech jedzą.
– Ale Towarzyszu Sekretarzu, oni jedzą pałeczkami!

Jeśli już muszą, to mogliby jeść naszych kabareciarzy. Można ich wcześniej podgrillować nad saksaułowym drewnem.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Codzienność, Państwa, Przyroda i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s