Wody!

Tu kiedyś Zajande Rud przepływała przez Isfahan

Miesiąc Muharram swoją nazwę bierze od słowa haram znaczącego „święty”, ale i „zakazany”. W jeszcze przedislamskiej tradycji beduińskich plemion, w tym miesiącu nie można było prowadzić wojen. Pod koniec dziewiątego dnia Muharram 61. roku hidżry, w okolicy Karbali dwie armie szykowały się jednak do boju, który czekał ich następnego ranka.

Po jednej stronie stało ledwie dwustu śmiałków, którzy miesiąc wcześniej opuścili Mekkę. Ich przywódcą był Husajn, syn Aliego, czwartego z kalifów prawowiernych, męża Fatimy, córki Mahometa. Wnuk Proroka wyruszył ze świętego miasta islamu na wezwanie mieszkańców irackiej Kufy, którzy nie chcieli zgodzić się na rządy kalifa Jazyda. Ten ostatni był synem Muawiji, dowódcy wojskowego i twórcy pierwszej islamskiej dynastii: Ummajadów.

Muawija prowadził wojnę z Alim, a kiedy zięć Proroka został zamordowany, jego syna Hasana udało się przekonać do zgody. Hasan zrzekł się tytułu kalifa, odziedziczonego po swym ojcu. Jednak oddając go Muawiji wymusił na nim obietnicę, że ten nie przekaże go swoim potomkom. Mimo tego, gdy wkrótce Hasan zmarł (prawdopodobnie otruty), starzejący się Muawija ogłosił Jazyda swoim następcą.

Po śmierci Muawiji, Husajn nie zgodził się na złożenie przysięgi wierności Jazydowi. Wypominał mu nieprzestrzeganie zasad wiary, pijaństwo i tyranię. Kufa, jedno z najważniejszych miast ówczesnego Bliskiego Wschodu, mogło mu pomóc w walce z uzurpatorem. Kiedy więc otrzymał listy zapewniające go o poparciu mieszkańców, wyruszył w drogę.

Nie udało mu się dotrzeć do celu, wojska wysłane przez Jazyda, kilkukrotnie liczniejsze niż  siły Husajna, zatrzymały go w pobliżu położonej kilkadziesiąt kilometrów na północ Karbali i zmusiły do rozbicia tam obozu. Miejsce było niekorzystne, pozbawione wody, a dostęp do oddalonego o ledwie dwadzieścia kilometrów potężnego Eufratu blokowały wojska ojcozwańczego kalifa.

W dniu decydującej bitwy oddziały Husajna pozbawione były dostępu do wody już od dziewięciu dni. Przyrodni brat wodza, Abbas postanowił przebić się do Eufratu i przemycić wodę do obozu. Udało mu się, unikając gradu strzał, dotrzeć do rzeki. Chociaż był śmiertelnie spragniony, nie napił się, chcąc najpierw napoić Husajna i jego syna. Jednak kiedy Abbas z napełnionymi bukłakami wracał do brata, jego drogę odcięli mu żołnierze Jazyda.

Abu Michnaf opisuje, że kiedy wrogowie ucięli Abbasowi prawą rękę, ten złapał bukłak lewą; kiedy odcięli również lewą, chwycił go w zęby. Gdy wystrzelona przez wroga strzała przebiła naczynie i woda wylała się, Abbas zaatakował swych wrogów. Zrzucony z konia i oślepiony, prosił, by nie zanoszono go do obozu Husajna. Nie czuł się tego godzien, nie wypełniwszy swojego zadania.

Bitwa pod Karbalą, Abbas ibn Ali zabija jednego z siepaczy Jazyda, obraz z kolekcji Brooklyn Museum

Pętla wokół Husajna zaciśnięta była coraz mocniej. W końcu otoczyli go wrogowie, a jedyne o co mógł prosić, to by pozwolili napić się jeśli nie jemu, to choć jego półrocznemu synkowi. Jednak wysłannicy kalifa byli bezwzględni, zabili tak ojca, jak i syna.

To właśnie ta historia męczeństwa łączy do dziś, prawie półtora milenium od bitwy pod Karbalą, wszystkich szyitów, bo tak nazywają się podążający za synem Aliego. To właśnie Husajn stał się wzorem dla przyszłych męczenników, których kult jest tak ważny dla szyitów do dziś, o czym przekonali się nie tak dawno walczący z Iranem Saddam czy próbujący podporządkować sobie Liban Izraelczycy.

Pamięć o tym, że Husajn i jego syn zginęli cierpiąc od pragnienia, żyje do dziś. Szyici za swój obowiązek uznają zapewnić wszystkim dostęp do wody. W Iranie, który od rewolucji 1979 roku stał się teokratyczną szyicką republiką, źródła darmowej wody pitnej widać na każdym kroku. Nie tylko w meczetach, ale i na ulicach wszędzie znaleźć można kraniki z wodą. Ajatallachowie wolą nawet nie myśleć o tym, co byłoby, gdyby wody tej nagle zabrakło.

Tym bardziej denerwować się muszą, gdy przyjeżdżają do Isfahanu. Dumą mieszkańców i jedną z największych atrakcji tej czteromilionowej metropolii jest Si-o Se Pol, czyli „Most Trzydziestu Trzech Łuków” na największej rzece Wyżyny Irańskiej, Zajande Rud.

Na rzece? To zależy od sezonu. Woda płynie tu wiosną, po roztopach, ale do lata zdąży wyschnąć. Wtedy każde z trzydziestu trzech przęseł mostu można podziwiać z bliska, bo z jednego brzegu na drugi przejdziemy suchą stopą.

Most Trzydziestu Trzech Łuków dziś

Nic lepiej nie pokazuje, jaki problem z dostępem do wody pitnej ma dziś Iran. Zmiany klimatyczne, wzmożone zapotrzebowanie na wodę w rolnictwie, eksplozja demograficzna, która spowodowała czterokrotny wzrost liczby mieszkańców w ciągu 60 lat; wszystko to doprowadziło do drastycznego wzrostu zużycia wody. Rozwiązanie widziano początkowo w budowie tam na rzekach, jednak te raczej pogłębiły problem: dziś pojemność zbiorników retencyjnych jest większa, niż objętość wszystkich irańskich rzek.

Problem jest tak poważny, że irański minister rolnictwa Isa Kalantari ogłosił suszę największym przeciwnikiem kraju, groźniejszym nawet od USA i Izraela. „Jeśli nie rozwiążemy tego problemu, Iran w ciągu trzydziestu lat opustoszeje”, powiedział.

Wypowiedź Kalantariego postanowił wykorzystać premier Izraela, Benjamin Netanjahu. Zaoferował mieszkańcom Iranu izraelskie know-how w kwestii wody. Ogłosił powstanie strony internetowej, na której umieszczone są napisane w farsi artykuły, dotyczące technik oszczędzania wody. Dla większego efektu filmik promujący stronę zaczyna się od sceny, w której Netanjahu, ledwo powstrzymując się od śmiechu, spokojnie nalewa sobie wodę z dzbanka i wypija parę łyków.

Muzeum wody w Jazdzie. Jazd to miasto pośrodku pustyni, gdzie zaopatrzenie w wodę od zawsze wymagało ogromnej pomysłowości.

To prawda, Izrael jest światowym liderem w ekonomicznych wykorzystywaniu wody. To w końcu najbardziej rozwinięte z państw pustynnych, do tego niezepsute bogactwami naturalnymi, jak kraje Zatoki Perskiej. Jednak oferując „pomoc” Irańczykom Netanjahu najwidoczniej zapomina o prawie dwóch milionach mieszkańców Strefy Gazy. Żyjących pod izraelskich quasi-oblężeniem i potrzebujących dostępu do świeżej wody bardziej, niż Persowie z Teheranu czy Szirazu.

Jak nie zabawne byłyby pijarowe sztuczki Netanjahu, irański problem z wodą jest poważny. Jezioro Umria, kiedyś największe na całym Bliskim Wschodzie, dziś skurczyło się do 10% dawnej powierzchni i ledwie 5% poprzedniej objętości.

Jezioro Umria, źródło

To liczby uderzająco podobne do tych opisujących Morze Aralskie, czyli chyba pierwszy zbiornik wodny, który przychodzi ludziom do głowy, gdy usłyszą słowo „wysychanie”.

Głównymi dopływami tego położonego na granicy Kazachstanu i Uzbekistanu jeziora były przez milenia Amu Daria i Syr Daria. Te dwie rzeki były też jednocześnie źródłem wody dla misternej sieci systemów irygacyjnych, które rozbudowywały i utrzymywały kolejne dynastie rządzące tu przez wieki. Wszystko działało sprawnie do czasu, kiedy nie pojawili się Sowieci i postanowili, że od teraz Azja Środkowa produkować będzie bawełnę, duuużo bawełny.

Pierwsze moje zdjęcie w Uzbekistanie: bawełna

Oprócz taniej siły roboczej, obecnie coraz częściej zastępowanej maszynami, bawełna potrzebuje przede wszystkim dwóch rzeczy: wody i ciepła. Rzadko kiedy oba te składniki występują jednocześnie, więc jeśli nie jest się Brazylią czy Indiami, trzeba kombinować.

Sowieccy planiści, którzy za cel stawiali sobie przenoszenie gór i zmienianie biegów rzek, nie widzieli jednak przeszkód. Z rzek wielkich i mniejszych poprowadzili niezliczoną ilość kanałów, które służyć miały do nawadniania pól. Najdłuższy, Kanał Karakum, doprowadza wodę z Amu Darii do Aszchabatu i ma ponad 1300 kilometrów długości.

Wybudowane bez zważania na koszty, tracące wodę jeszcze przed dotarciem do pól, kanały doprowadziły w końcu do katastrofy. Amu i Syr Daria wysychały na długo zanim mogły dotrzeć do ujścia, a Morze Aralskie, kiedyś czwarte na świecie, zaczęło zanikać. Razem z nim zanikała też praca w położonych nad jeziorem, żyjących z rybołówstwa miastach. Za to pokazała się trująca warstwa chemikaliów, które spływały kiedyś rzekami i osadzały się na dnie. Dziś każdy mocniejszy powiew wiatru (a na pustyni, jaką stały się okolice Aralska, wiatry wieją cały czas), ciągnie za sobą chmurę paskudztw.

„W odpowiedzi na list Lenina wyślemy 14 wagonów ryby”
Ta mozaika na dworcu w Aralsku powstała jeszcze wtedy, gdy było to miasto portowe.
Źródło

Obecnie pozostałości Morza Aralskiego tworzą sieć żałosnych kałuż i kilku jezior. Największe z nich, Północnoaralskie, leży w Kazachstanie. Nursułtan Nazarbajew, prezydent tego kraju, za punkt honoru przyjął uratowanie tego zbiornika. Wybudowana w 2005 roku tama Kökarał ma na celu zatrzymanie wody na północy. Zmniejszając w ten sposób powierzchnię jeziora, ogranicza parowanie i utrzymuje to, co utrzymać się da. Rzeczywiście, w ciągu kilku lat tafla jeziora podniosła się, zwiększyła się powierzchnia, spadł poziom zasolenia, a dzięki temu w wodzie znowu pojawiły się ryby.

Co na to Uzbecy? Tama Kökarał spisuje na straty wszystko, co na południe od niej. Na dawnym południowym brzegu Morza Aralskiego, w mieście Mujnak już tylko szczątki statków przypominają, że kiedyś był tu port i fabryka przetwórstwa rybnego. Nie za nosi się jednak na to, by znaleziono nagle jakiś nowe źródło wody dla Amu Darii. Trudno też spodziewać się, by uzbeckie władze zrezygnowały z dochodów, jakie daje sprzedaż bawełny.

Czy jest więc jakaś szansa? Może pomoże Netanjahu?

Kampania zachęcająca Uzbeków do „dobrowolnej” pomocy przy zbiorach bawełny

Ten wpis został opublikowany w kategorii Codzienność, Historia, Państwa, Polityka, Przyroda i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s