Stany Podzielone Azji Środkowej

Plac Tamerlana w Taszkencie

Mimo że od ogłoszenia niepodległości Uzbekistanu mija właśnie dwadzieścia siedem lat, to nadal, tak jak jego sąsiedzi, funkcjonuje on w zbiorowej świadomości nie jako osobne państwo, ale jeden z kilku -Stanów. W domyśle: prawie identycznych krajów, które właściwie nie wiadomo dlaczego nie są jednym.

Adam to człowiek wielu talentów, ale akurat z geografią zawsze miał problem. Kiedy sobie o tym przypomina i chce ten fakt udowodnić rozmówcy, to mówi: „na przykład zupełnie nie wiem, gdzie leży ten cały Uzbekistan”. Wtedy wyciąga swój telefon, odpala Google Maps i po chwili skakania po mapie (zwykle z ręką zasłaniającą jedno oko, bo po kilku piwach ma problemy z widzeniem stereo) dodaje coś w stylu: „no ni kutasa, nie wiem”.

W pewnym momencie, chcąc to najwidoczniej naprawić, zaczął chłonąć wykłady Jacka Bartosiaka o geopolityce. Po tym wszystkim potrafił ze swadą opowiadać o pomostach bałtycko-czarnomorskich, projekcji sił, o Mackinderach i ich „Heartlandach”. Nadal jednak  (ni kutasa) nie wie, gdzie leży ten Uzbekistan, choć ten leży w „Heartlandzie” właśnie.

Nie sądzę, by Adam był w swoim problemie odosobniony. Mimo że od ogłoszenia niepodległości Uzbekistanu mija właśnie dwadzieścia siedem lat, to nadal, tak jak jego sąsiedzi, funkcjonuje on w zbiorowej świadomości nie jako osobne państwo, ale jeden z kilku -Stanów. W domyśle: prawie identycznych krajów, które właściwie nie wiadomo dlaczego nie są jednym. I jeśli już z czymś się kojarzą, to z Afganistanem i Pakistanem, czyli krajami o nie najlepszej reputacji.

Nawet sami rządzący tam dochodzą najwidoczniej do podobnych wniosków, skoro tak w Kirgistanie, jak i Kazachstanie pojawiły się pomysły usunięcia końcówki „stan” (słowo to w farsi oznacza „miejsce”) z nazwy kraju i zastąpienia jej słówkiem „el” (które z kolei w tureckich językach oznacza „naród”).

Zanim to jednak nastąpi, nieszczęsne -Stany nadal będą się mylić. Dlatego z odsieczą przychodzę ja, cały na biało i na tej białej środkowoazjatyckiej plamie narysuję kilka kresek. Bo, jak mój sławny imiennik, uwielbiam dzielić.

0. Azja Środkowa <=> nie Azja Środkowa

Zaczniemy jednak od narysowania konturu i ustalimy, które kraje nas tu interesują, a które nie. Konturem tym będzie na północy granica z Rosją, na zachodzie Morze Kaspijskie, z południa i wschodu zaś granica dawnego ZSRR.

Podział to arbitralny, bo przecież Pamircy mieszkający na południowym, afgańskim brzegu Pandżu, nie różnią się wiele od tych na brzegu tadżyckim. Tak samo spod ogona sroce nie wypadli zamieszkujący w chińskiej prowincji Sinciang Ujgurzy, podobni językowo (i religijnie) do innych narodów tureckich, zwłaszcza Uzbeków. A i Mongołowie, czy też mieszkający w Rosji Buriaci i Tuwińcy, choć są językowo (poza tymi ostatnimi) oraz religijnie (jako buddyści czy wyznawcy szamanizmu) inni, to jednak wiele ich łączy z Kazachami czy Kirgizami. I nie chodzi tu tylko o tradycję mieszkania w jurtach czy picie kumysu.

To w tej kirgiskiej jurcie, niedaleko granicy z Tadżykistanem, piłem jedyny w miarę smaczny kumys w życiu.
Kiedy robi się ciepło, pasterze, zimą mieszkający w położonych w dolinach domach, przenoszą się w góry, by wypasać bydło. Mają tu nawet prąd, dostarczany przez panele słoneczne. Akurat tyle, by naładować telefon i zapalić żarówkę.

Ale choć jeden włos więcej nie czyni z łysego nie-łysego, to gdzieś jednak trzeba postawić granicę. Dlatego za Azję Środkową uznamy na potrzeby tego tekstu pięć -Stanów, które swoje nazwy wzięły od pięciu narodów: Kazachów, Uzbeków, Kirgizów, Tadżyków i Turkmenów.

1. Azjaci <=> Indoeuropejczycy

Mongołom nie odpuścimy jednak tak szybko. To właśnie mongolskie i tureckie najazdy ukształtowały obecne społeczności Azji Środkowej. Przynajmniej z jednej strony. Z drugiej robiła to wcześniejsza ekspansja różnych, głównie irańskich, ludów z południowego zachodu.

Ta walka dwóch żywiołów: mongolskiego i indoeuropejskiego, jest główną osią historii regionu. Efekt nie jest jednolity: im mniejsza gęstość zaludnienia i im bliżej północnych stepów, tym rysy bardziej azjatyckie. Przeciętny Kirgiz czy Kazach, ze swoimi skośnymi oczami i żółtą skórą, mógłby zostać nazwany „Chińczykiem” przez co bardziej rezolutne polskie dziecko.

Z kolei pochowani w swoich górach Tadżycy, a zwłaszcza Pamircy, zachowali europejskie rysy. Niektórzy do dziś chwalą się, że to ich Adolf Hitler uznał za najczystszych Aryjczyków na świecie.

Pamirskie chłopaki

Gdzieś po środku sytuują się Uzbekowie, mieszkający na najgęściej zaludnionych terenach, gdzie turecka krew rozpłynęła się zostawiając tylko delikatne ślady.

Otóż to, turecka, bo pierwotni Turcy wyglądali właśnie jak Kazachowie czy Kirgizi, a nie jak ten koleś, który sprzedaje wam kebaba za rogiem. Ci współcześni „Turcy z Turcji” to bowiem efekt mieszania się tureckich najeźdźców z ludami Bliskiego Wschodu i Morza Śródziemnego.

2. Języki tureckie <=> język tadżycki

Można by Azję Środkową nazywać zgrabnym określeniem Turkiestan. Robiono tak zresztą w przeszłości: do 1924 roku istniała Turkiestańska Autonomiczna Socjalistyczna Republika Radziecka, odpowiadająca mniej-więcej terytorium obecnych -Stanów. Nazwa ta miała sporo sensu, bo wszyscy tutaj mówią językami należącymi do rodziny języków tureckich. Wszyscy poza Tadżykami.

Podobnie jak udało im się zachować irańskie rysy, tak samo zachowali irański język. Tadżycki jest bowiem na tyle podobny do farsi, że niektórzy uważają go wręcz nie za osobny język, a za dialekt tego drugiego. Różnice są w fonetyce i w zapożyczeniach z rosyjskiego, ale nie przeszkadzają one we wzajemnym porozumieniu. Tak przynajmniej utrzymywali Tadżycy, twierdząc, że mogą się bez problemu dogadać z Irańczykami. Różny jest tylko alfabet; chociaż po rozpadzie ZSRR Tadżycy flirtowali z pismem arabskim, to ostatecznie zostali przy cyrylicy.

Jeśli więc chcieliście się nauczyć kiedyś farsi, ale odstraszał was alfabet, w którym trzeba się domyślać, gdzie i jakie samogłoski należy wstawić (bo nikt ich nie zapisuje), to możecie spróbować z tadżyckim. Cyrylica nie sprawia takich problemów, a kiedy już będziecie potrafili mówić, nauczyć się czytać i pisać nie będzie już trudno. W Iranie uczą się tego przecież nawet dzieci.

W pozostałych krajach regionu Turcy odcisnęli swoje językowe piętno. Nawet jeśli, jak w Uzbekistanie czy Turkmenistanie, nie zdominowali społeczności swoją krwią, to już językiem jak najbardziej.

Tureckie języki w Azji Środkowej dzielą się na trzy główne grupy: języki kipczackie, wschodniotureckie i oguzyjskie.

Oguzyjskie, do których należy turkmeński czy azerski, są najbliższe językowi, jakim mówi się w Ankarze i Stambule. Azerowie mogą bez większych problemów oglądać tureckie seriale. Oglądając je przejmują nawet niektóre nieznane im wcześniej tureckie słowa, jak lütfen, czyli „proszę”.

Z kolei językami kipczackimi posługują się Kazachowie (a przynajmniej ci, którzy nie używają rosyjskiego), Kirgizi oraz Karakałpakowie. Ten ostatni naród, którego nazwa oznacza dosłownie „czarne czapki”, zamieszkuje obecnie głównie zachodni Uzbekistan, gdzie ma nawet pewną autonomię.

Języki wschodniotureckie (lub inaczej karłuckie) to z kolei ujgurski (używany głównie w Chinach) oraz uzbecki.  Co ciekawe, „oryginalni” Uzbecy używali języka kipczackiego, a dopiero Sowieci dzieląc Turkiestan nazwali Uzbekami inną grupę, do tej pory zwącą się Sartami. Sartowie byli ludnością osiadłą, podobnie jak mieszkający tuż obok Tadżycy. To właśnie dlatego uzbecki (kiedyś zwany turki) ma chyba największe naleciałości z tadżyckiego/farsi. Nie ma też w nim, tak charakterystycznej dla innych języków tureckich, harmonii samogłoskowej.

3. Nomadowie <=> rolnicy <=> rzemieślnicy

Często mówi się o granicach między -Stanami jako efekcie makiawelicznych knowań Moskwy, która rysowała je tak, by skłócić miejscowe narody i doprowadzić do tego, że zamiast wspólnie opierać się metropolii, bili się między sobą. Miałaby to być ta sama taktyka, która doprowadziła do wojny o Górski Karabach czy walk w Abchazji i Osetii Południowej.

Jest w tym dużo prawdy. Jednak prawdą jest też, że w Azji Środkowej po prostu nie dało się rozsądnie ustalić granic państwowych na podstawie podziałów etnicznych. Podział ten bowiem łączył się z podziałem ekonomicznym. Tradycyjnie Uzbecy byli osiadłymi rolnikami, Kirgizi koczowniczymi pasterzami górskimi, Kazachowie, Karakałpacy i Turkmeni zaś nomadami stepowymi i pustynnymi. Z kolei Tadżycy byli kupcami i rzemieślnikami.

Mauzoleum tadżyckiej dynastii Somonidów w uzbeckiej dziś Bucharze

Dlatego też narody te były ze sobą wymieszane: zdominowane przez Tadżyków (a potem też Rosjan i innych przyjezdnych) miasta otoczone były zamieszkanymi przez Uzbeków wsiami. Z kolei koczownicy przemierzali czy to góry, czy stepy, zmieniając ciągle miejsce zamieszkania. Komu więc przyznać taką Samarkandę? Tadżykom, którzy stanowią w niej największą grupę? Ale wtedy albo byłaby to enklawa wewnątrz Uzbekistanu, albo masy uzbeckich rolników włączono by do Tadżykistanu. Prawdziwa kwadratura koła.

Najbardziej na tych wszystkim stracili Tadżycy właśnie. Dość powiedzieć, że w 1897 r. byli drugim (po Żydach) najbardziej zurbanizowanych narodem w Rosji. Dziś zaś Tadżykistan jest najmniej zurbanizowanym państwem postsowieckim. Jak to możliwe? Po prostu największe tadżyckie miasta, Buchara i Samarkanda, włączone zostały do Uzbekistanu.

Od razu widać, że ten ostatni kraj ma wielkie tradycje rolnicze. Chociaż wszyscy kojarzą kraj z bawełną, to rosną tu też przepyszne owoce i warzywa. Nigdzie w Azji Środkowej nie zjecie tak smacznie, jak w Uzbekistanie.

4. Bieda <=> bogactwa naturalne

Dziś nie tylko prawdziwych Cyganów, ale w ogóle nomadów już nie ma. Stary podział na koczowników i ludność osiadłą to już przeszłość. Nie znaczy to jednak, że wszystkie państwa Azji Środkowej są ekonomicznie takie same.

Dziś krwią światowej ekonomii są ropa i gaz ziemny i to właśnie ich wydobycie jest dla krajów Środkowej Azji głównym źródłem dewiz. A żeby być precyzyjnym: jest takim źródłem dla trzech państw regionu: Kazachstanu (będącego głównym potentatem naftowym regionu), oraz bogatych głównie w gaz Uzbekistanu i Turkmenistanu.

To dzięki sprzedaży gazu Turkmenbasza mógł zrobić z Aszchabadu światową stolicę marmuru. To pieniądze z ropy stoją za ekstrawagancką zabudową Astany. To właśnie bogactwa naturalne powodują, że o względu środkowoazjatyckich satrapów rywalizują wszyscy wielcy gracze: Europa, Stany Zjednoczone, Rosjanie i Chińczycy. Rosjanie mają nadal spore atuty: po stuletniej dominacji Moskwy, miejscowy przemysł naftowo-gazowy nadal jest od niej uzależniony infrastrukturalnie. Próbuje to zmienić Pekin, który inwestuje ogromne środki w budowę ropo- i gazociągów, a także dróg. Swoje chce ugrać ten Iran, budując gazociągi łączące go z Turkmenistanem.

Bazar w kirgiskim Oszu. Podstawą gospodarki Kirgistanu jest „reeksport”, czyli handel sprowadzaną z Chin tandetą.

W przeciwieństwie do swoich sąsiadów, Kirgistan i Tadżykistan nie mają większych bogactw naturalnych. By być szczerym, w ogóle nie mają wiele bogactw. Do tego uwięzione są w górach, z dala od głównych szlaków handlowych. Nie dziwne więc, że należą do najbiedniejszych państw postsowieckich (Tadżykistan jest w ogóle najbiedniejszy), gdzie pensja w wysokości 100 dolarów to już sporo. Dla wielu jedynym pomysłem na wyjście z biedy jest emigracja, zwykle do Rosji. I chociaż kilka lat temu rubel stracił połowę swojej wartości, a praca w Moskwie wiąże się z ciągłymi szykanami ze strony policji czy rosyjskich skinheadów, to nadal transfery gotówkowe z zagranicy stanowią połowę (!) tadżyckiej gospodarki.

Ostatnio oba kraje próbują wybrnąć z tej pułapki i znaleźć nowe źródła dewiz. A pomóc ma im w tym jedno bogactwo naturalne, które mają: góry.

5. Góry <=> stepy i pustynie

Step (a może już półpustynia?) między Karszy a Bucharą

Jeśli ktoś chciałby jednym słowem opisać Kirgistan i Tadżykistan, to byłyby nim właśnie „góry”. Nie zrozumcie mnie źle: pozostałe -Stany też mają się czym pochwalić. Najwyższy szczyt Turkmenistanu ma więcej niż trzy tysiące m.n.p.m., Uzbekistanu: ponad cztery i pół, a Chan Tengri, najwyższa (dzielona z Kirgizami i Chińczykami) góra Kazachstanu razem z pokrywą śnieżną sięga ponad siedem kilometrów nad poziom morza.

Jednak nie zmienia to faktu, że większość terytorium tych trzech państw to ciągnące się setkami kilometrów niziny. Tymczasem połowa Kirgistanu leży powyżej 2500 m.n.p.m., a połowa Tadżykistanu nawet wyżej, niż 4000 m.n.p.m.

Kyzył-Art, czyli „Czerwona przełęcz” na granicy kirgisko-tadżyckiej, prawie 4300m.n.p.m. Chyba rozumiem, skąd nazwa.

Pierwszy sposób na spieniężenie tego to oczywiście turystyka. Szczególnie mocno skupili się na niej Kirgizi, wprowadzając ruch bezwizowy na 60 dni dla chyba wszystkich państw zachodnich. W ten sposób chcą odgrywać rolę turystycznego centrum regionu. Kraj, gdzie wszyscy kierują swoje pierwsze kroki. Nawet jeśli interesuje nas głównie Uzbekistan czy Tadżykistan, to najłatwiej i tak ulokować się w Biszkeku i pozałatwiać na miejscu wszystkie wizy. Czas na wizie nas nie ciśnie, w mieście pootwierały się dziesiątki hosteli i knajp, a czekając na decyzję konsula można się wybrać w góry albo nad jezioro Issyk Kul. Do tego nawet po wioskach otwierane są biura CBT (Community Based Tourism), gdzie miejscowi dorabiają sobie jako przewodnicy turystyczni.

Ale, o ile nie jesteśmy Monaco, Maltą czy San Marino, z samej turystyki ciężko jest wyżyć. Zwłaszcza, jeśli przyjeżdżają do nas głównie żebracy backpackerzy. Jednak w górach oprócz wszystkiego, co kocham, są jeszcze bystre potoki, przechodzące w rwące rzeki. A rwące rzeki zamienić można w energię energetyczną.

Właśnie elektrownie wodne wydają się jedyną szansą, o ile istnieje jakakolwiek, na ekonomiczny rozwój Tadżykistanu. Podstawowym problemem jest oczywiście brak pieniędzy, by budować tamy i sieć energetyczną. Do tego pojawia się problem sąsiadów.

By zacytować klasyka, woda ma to do siebie, że spływa. A że na wschód i południe od Tadżykistanu ciągną się równie wysokie góry Chin i Afganistanu, to rzeki spływają na zachód. Ostatecznie większość kirgiskich i tadżyckich potoków łączy się w dwie potężne rzeki: Amu-Darię na południu i Syr-Darię na północy. Te zaś stanowią podstawę rolnictwa w trzech nizinnych -Stanach. Jakakolwiek ingerencja w bieg dopływów obu Darii1 może spowodować, że zacznie brakować wody dla ich granatowych sadów i bawełnianych pól. A pamiętajmy, że z powodu katastrofalnej polityki w czasach ZSRR obie rzeki i tak ledwie już zipią i wysychają w stepach, nie docierając nawet, jak kiedyś, do Morza Aralskiego.

Tu kiedyś był port w Aralsku. Teraz woda cofnęła się o kilkadziesiąt kilometrów.

Dlatego też kiedy Tadżycy zapowiedzieli plany budowy ogromnej tamy na rzece Wachsz w okolicach miasteczka Rogun, uzbecki prezydent Islam Karimow ogłosił, że rozpoczęcie budowy traktować będzie jak casus belli.

W międzyczasie jednak uzbecki prezydent zmarł. A chociaż Tadżykistan w końcu znalazł włoskiego inwestora, a nawet zaczął budowę tamy, to następca Karimowa, Szawkat Mirzijojew powstrzymuje się przed ostrymi deklaracjami. Wygląda więc na to, że roguńską tamę uda się zbudować. Pozwoli to Tadżykom nie tylko na rozwiązanie problemu przerw w dostawach prądu, ale też na sprzedaż energii elektrycznej za granicę, choćby do Afganistanu (na małą skalę tadżycki prąd, produkowany w hydroelektrowniach na Pandżu, już się Afgańczykom sprzedaje).

6. Dyktatury <=> Kirgistan

Jeśli w poprzednich punktach mieliśmy do czynienia z opozycją jeden przeciw wszystkim, zwykle chodziło o Tadżykistan. Tymczasem jest jeden podział, w którym to Kirgistan wyróżnia się zdecydowanie od pozostałych.

We wszystkich innych -Stanach, żeby stracić władzę, trzeba po prostu umrzeć. „Pierwszy prezydent Kazachstanu”, Nursułtan Nazarbajew jest jak na razie jedynym prezydentem tego kraju. Tak samo byłoby pewnie z Turkmenbaszą Saparmuratem Nijazowem i Karimowem, gdyby zwyczajnie nie zmarli, odpowiednio w 2006 i 2016 roku (wygląda na to, że Nazarbajew dociągnie do 2026). Jedyny wyjątek to Tadżyk Emomali Rahmon, który prezydentem został dopiero w 1992, w wyniku wojny domowej.

Rahmon musi najwidoczniej nadrobić zaległości, bo o ile portrety Karimowa czy Nazarbajewa nie pojawiają się tak często (ot, postsowiecka średnia, jak Putin czy Łukaszenka), to pyzata twarz Rahmona uśmiecha się zewsząd, zwykle w akompaniamencie jakiejś jego głębokiej mądrości.

Kiedy dojechałem do Chodżentu, chciałem zapytać kierowcę, jak trafić do centrum:

— Trzeba iść tam, gdzie portret Rahmona?
— Portrery Rahmona są wszędzie. Tylko kible się uchowały.

Emomali Rahmon w Chodżencie

Telewizyjne wiadomości wyglądają w ten sposób: pierwsze pięć minut o tym, że Prezydent Republiki Tadżykistanu Emomali Rahmon (zawsze tak, ten zwrot spiker potrafi powtórzyć pięć razy w ciągu minuty) otworzył nowy most; Prezydent Republiki Tadżykistanu Emomali Rahmon wygłasza przemowę wszyscy klaszczą. Potem pięć minut o tym, że Prezydent Republiki Tadżykistanu Emomali Rahmon otworzył szkołę; dzieci śpiewają, Prezydent Republiki Tadżykistanu Emomali Rahmon klaszcze. Chwilę później kolejny reportaż, tym razem Prezydent Republiki Tadżykistanu Emomali Rahmon otworzył fabrykę, w której pracę znajdują również niepełnosprawni, facet na wózku dziękuje Prezydentowi Republiki Tadżykistanu Emomaliemu Rahmonowi, Prezydent Republiki Tadżykistanu Emomali Rahmon mówi, że nie ma sprawy. Na koniec trudnego dnia pracy Prezydent Republiki Tadżykistanu Emomali Rahmon przyjmuje zagranicznych gości. Goście coś tam mówią, Prezydent Republiki Tadżykistanu Emomali Rahmon coś tam odpowiada. Koniec wiadomości. Potem jeszcze transmisja z obrad parlamentu, podczas których Prezydent Republiki Tadżykistanu Emomali Rahmon tłumaczy coś zawzięcie i można iść spać.

Na tym tle Kirgistan wygląda jak kosmita. Po pierwsze, ma już piątego prezydenta, nie licząc tych pełniących obowiązki. Po drugie, zmieniali się oni nie z powodu śmierci, a albo protestów społecznych (najpierw), albo wyborów (później). Po trzecie zaś, od czasu referendum konstytucyjnego z 2010 roku, Kirgistan jest i tak republiką parlamentarną, a nie prezydencką.

Dlaczego tak się stało? Oczywiście, można tutaj mówić o podziałach na południowy i północny Kirgistan. Rzeczywiście, zawieruchy i „kolorowe rewolucje” zwykle skutkowały zmianą prezydenta „z Północy” na tego „z Południa”, lub na odwrót. Jednak pozostałe -Stany też są w ten sposób podzielone. W Tadżykistanie północny klan z Leninabadu (Chodżentu) walczył z Pamircami, a by zachować choć trochę władzy musiał dogadać się z „południowcami” Rahmona. W Uzbekistanie rządzi klan z Samarkandy, tak jak w Kazachstanie Wielki Żuz, czyli klan z południowego wschodu. W Turkmenistanie tak Nijazow, jak i jego następca, Gurbanguły Berdimuchamedow, pochodzą z plemienia Tekke.

Nigdzie poza Kirgistanem „podległe” klany czy plemiona nie potrafiły przejąć władzy. Dlaczego w Kirgistanie to się udało?

Pytać pewnie trzeba tych, którzy na historii Azji Środkowej zjedli zęby. Ale jeśli pytać mnie, to odpowiedź pewnie zdenerwuje wszelkich heglistów i miłośników szkoły „Annales„. Może odpowiedzialna jest jednostka, konkretny człowiek? W przeciwieństwie do Nijazowa czy Nazarbajewa, pierwszy prezydent Kirgistanu, Askar Akajew, nie był typowym aparatczykiem (choć do KPZR należał), ale naukowcem. Kiedy pojawiły się prawdziwe problemy, ten profesor fizyki nie potrafił utrzymać swojej władzy twardą ręką.

Na wiosnę 2005 roku miały miejsce protesty tak na południu Kirgistanu, jak i w uzbeckim Andiżanie. Karimow krwawo stłumił demonstracje, Akajew uciekł z kraju, najpierw do Kazachstanu, ostatecznie do Rosji. A raz poczuwszy swoją siłę, Kirgizi już nie popuścili.

Ale skoro decyzje jednego człowieka mają taki wpływ na cały kraj, to po co w ogóle pisać taki tekst, jak ten?

Na całe szczęście chociaż jego fragment tak szybko się nie zdezaktualizuje. Góry przesuwają się baaardzo woooolno.

1 Słowo to oznacza po persku „morze”, w wybitnie kontynentalnej Azji Środkowej za morze robi najwidoczniej rzeka.Wróć.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Państwa, Podróże, Polityka i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s