Taraz z odgłosami miłości

W Kazachstanie nocowałem w stepie, na parafiach, w barakach robotników budujących drogę, a oprócz tego

W tym momencie jego dziewczyna (a skoro to Kazachstan, to może żona?) wysyczała przez zęby:
– Nie no. Tu nie będzie nocował!

Taraz to dziś czterystutysięczne, nie wyróżniające się niczym miasto obwodowe w Kazachstanie, które odegrało jednak wielką rolę w historii. To w tych okolicach w połowie VIII wieku Arabowie pokonali w bitwie Chińczyków, a w obozie przeciwnika oprócz łupów znaleźli też papier. Ten chiński wynalazek rozpowszechnił się potem najpierw w świecie islamu, by trafić w końcu Europy. To dzięki temu dziś panie mogą rumienić się nad „Pięćdziesięcioma twarzami Graya”, a pryszczate nastolatki przeczytawszy Nietzschego czuć się lepszymi niż rówieśnicy.

Ale kiedy zajeżdżałem do Tarazu, nic o tym nie wiedziałem. Szczerze powiedziawszy, parę godzin wcześniej nie wiedziałem nawet o istnieniu tego miasta, a na pewno nie przejmowałem się nim na tyle, by zapamiętać jego nazwę. Ale skoro kierowca tam jechał, a robiło się ciemno, to cół było robić?

– No, to co teraz? Gdzie cię wysadzić? – zapytał się kierowca.
– Hm, może wiesz, gdzie jest jakiś tani hotel?
– Niech pomyślę. O, chyba tu – zatrzymał się po chwili.

W tym momencie jego dziewczyna (a skoro to Kazachstan, to może żona?) wysyczała przez zęby:
– Nie no. Tu nie będzie nocował!
– Spokojnie, spałem w różnych miejscach. Dach nad głową i łóżko to już dużo.
– Na pewno? No dobra, to na razie! Удачи! – powiedział kierowca, a ja ruszyłem do hotelu. Wkrótce zrozumiałem, co tak zdegustowało dziewczynę.

Pierwszą wskazówką była spacerująca po korytarzu pani, ubrana w minispódniczkę i kabaretki. Stylizację dopełniała klasyczna saszetka-pederastka na biodrach.

Jeśli po tym miałbym wątpliwości, do jakiego hotelu wszedłem, to rozwiał je cennik przyklejony na szybie recepcji, w którym ceny podane były za godzinę. Kiedy zapytałem pani recepcjonistki, ile kosztować będzie pokój na całą noc, ta staksowała mnie pełnym podziwu wzrokiem i dopytała, krztusząc się lekko:
– Całą noc?!

Kiedy jednak zrozumiała, że chyba rzeczywiście chcę tu spać, zaprowadziła mnie do pokoju. Tutaj wskazówka numer już chyba cztery: chociaż była prawie północ, to pani zaproponowała, że jeśli poczekam jeszcze kwadrans, to zwolni się lepszy pokój. Z telewizorem. Gdybym był wtedy bardziej błyskotliwy, to mógłbym zauważyć, że też z podgrzanym łóżkiem. Ale nie byłem, więc pani zostawiła taką niemotę jak ja i życzyła miłej nocy.

Noc na pewno była miła dla tych kilku par, które mniej więcej co godzinę produkowały taką sekwencję dźwięków: najpierw szuranie łóżka, potem męskie charczenie, a na koniec kobiecy jęk. I tak aż do trzeciej czy czwartej w nocy. I na co miałby mi być ten telewizor?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Taraz z odgłosami miłości

  1. To ile za ten pokój? Był jakiś inny cennik dla tych, którzy wynajmowali bez dodatkowych atrakcji? ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s