To kto w końcu wygrał?

„On odszedł niepokonanym” i konny portret Achmata Kadyrowa, Grozny

Piszący współczesne reportaże z Groznego sprawiają wrażenie, jakby strasznie ich irytowało, że stolica Czeczenii nie jest już kupą gruzu. Gdy opisują meczet Serce Czeczenii, aż słychać zgrzytanie zębami, że miejscowi mogą się modlić tam, a nie w spalonych ruinach ze sterczącymi kikutami minaretów. Kiedy wspominają o nowych blokowiskach, brzmią jakby życzyli Czeczenom życia w namiotowych miasteczkach dla uchodźców. Nie potrafią ukryć radości, kiedy jednak na którejś z bocznych uliczek znajdą otwartą studzienkę kanalizacyjną, a w jakimś starym murze ślady po kulach.

Oczywiście, wszystko to ubrane jest w ładne słówka o kiczu czy nienaturalności. Ale dlaczego niby bloki czy wieżowce miałyby być bardziej naturalne we Wrocławiu, niż w Groznym? I czy odbudowa warszawskiej Starówki jest policzkiem dla pamięci powstańców?

Najwidoczniej kłóci im się to wszystko z romantycznym obrazem Czeczenii, jaki ułożyli sobie w głowach. Kraju egzotycznego, położonego nie do końca wiadomo gdzie. No i zamieszkałego przez niesamowitych ludzi. Z jednej strony dzikich, czasem brutalnych, ale też nieustraszonych, honorowych i walczących do ostatniej krwi. Walczących, dodajmy, z tymi złymi, ruskimi.

Wyobraźnię podkręcają jeszcze historie o wprowadzających w trans tańcach czy o zwyczaju zemsty rodowej. Jeśli Czeczenowi zabiją członka rodziny, ten musi zabić kogoś z rodziny mordercy. A że nie ma chyba czeczeńskiej rodziny, w której Rosjanie nikogo nie zabili, więc wojna trwać będzie do samego końca. Jej (czyli Rosji) lub, co bardziej prawdopodobne, ich, Czeczenów. W tym czasie zaś europejskie pięknoduchy mogą kibicować bohaterskiej walce małego kaukaskiego narodu z wielkim mocarstwem.

A tymczasem co? Zdrada! Czeczeni, zamiast walczyć jak pan Allah przykazał, podliczyli sobie pod kreską, że Rosjan jest 150 milionów, a ich tylko jeden procent z tego i w końcu uznali, że trzeba dogadać się z Moskwą. A że Rosjanom bardzo zależało na spokoju po tej stronie Kaukazu i że gotowi byli za ten spokój słono zapłacić, to po ugodzie żyje się Czeczenom, jak na rosyjskie standardy, całkiem nieźle. Mała stabilizacja zamiast walki do końca. No jak można było zrobić panom redaktorom takie świństwo?

Jezioro Kezenojam

Odpowiedzialny za to wszystko jest Achmat Kadyrow. Ojciec Ramzana, obecnego Szefa (to oficjalny tytuł) Republiki Czeczeńskiej, urodził się w 1951 daleko od Kaukazu, w kazachskiej Karagandzie. W czasie II wojny światowej Stalin oskarżył Czeczenów o sprzyjanie Niemcom i zarządził przymusowe przesiedlenie ich na tereny Azji Środkowej. We wsi pod Karagandą urodził się też Asłan Maschadow, ojciec czeczeńskich sukcesów w walce z Rosjanami; najpierw sprzymierzeniec, potem wróg Kadyrowa.

Czeczeni mogli wrócić do ojczyzny dopiero za czasów Chruszczowa, tak też zrobili rodzice Achmata. Młodzieniec okazał się jednak wyjątkowo zainteresowany islamem, ruszył więc z powrotem do Azji Środkowej, gdzie działały szkoły koraniczne. Dwa lata spędził w medresie Mir-i Arab w Bucharze. Potem przeniósł się do Instytutu Islamskiego w Taszkencie, gdzie uczył się przez cztery lata. Na krótko wrócił do Czeczenii, gdzie najpierw był pomocnikiem imama, a potem pomógł założyć w jednej z wiosek rejonu szalińskiego pierwszą uczelnię koraniczną na północnym Kaukazie.

Medresa Mir-i Arab w Bucharze

Po tym wszystkim, w 1990 roku wyjechał do stolicy Jordanii, Ammanu, gdzie miał się  uczyć na fakultecie szariackim. Jednak kiedy rok później Dżochar Dudajew ogłosił niepodległość Czeczenii, a na horyzoncie coraz wyraźniej widać było nadchodzącą wojnę z Rosją, Kadyrow wrócił do kraju, by walczyć wraz z rodakami.

Dudajew wyznaczył go w końcu na najwyższego muftiego Czeczenii, czyli na najważniejszego muzułmańskiego prawnika, tłumaczącego i interpretującego islamskie prawo. Kadyrow ogłosił dżihad przeciw Rosji, a także wezwał każdego Czeczena, by zabił „tylu Rosjan, ilu jest w stanie”. Sam również walczył, razem ze swoim nastoletnim wtedy synem.

I wojna czeczeńska trwała prawie dwa lata, w sierpniu 1996 zakończył ją rozejm z Chasawjurty. W tym małym dagestańskim miasteczku, pierwszym jadąc od strony Czeczenii, podpisał go ze strony Rosjan generał Lebiedź, a ze strony Czeczenów Asłan Maschadow. Ten pułkownik sowieckiej armii, awansowany na generała przez Dudajewa, przejął władzę po tym, jak tego ostatniego cztery miesiące wcześniej zabili Rosjanie.

Maschadow i Lebiedź w Chasawjurcie

Według zapisów z Chasawjurty, rozmowy na temat statusu Czeczenii miały być wznowione pięć lat później. Do tego czasu Czeczeńska Republika Iczkerii, bo tak ją nazwano, była w praktyce niepodległa. Rosyjskie wojska wycofały się z kraju, a Maschadow zaczął pielgrzymować po świecie, by przekonać inne państwa do uznania czeczeńskiej niepodległości.

Ostatecznie zrobili to tylko afgańscy talibowie, którzy czeczeńską wojnę widzieli jako część światowej walki muzułmanów z niewiernymi. To właśnie religijni fanatycy, wśród nich nie tylko Czeczeni, ale też ochotnicy z krajów arabskich, Azji Centralnej czy Afganistanu, stali się największym problemem półniezależnej Iczkerii. Nie wystarczało im nawet to, że w marcu 1999 roku Maschadow zadecydował o wprowadzeniu w Czeczenii prawia szariatu. Walkę z wahabitami za swój cel przyjął mufti Kadyrow: zbrojnie wypędził ich z Gudermesu, drugiego po Groznym miasta kraju.

Radykalnym islamistą został też bohater pierwszej wojny, Szamil Basajew. Pod wpływem swojego saudyjskiego przyjaciela, Chattaba, zmienił się z lubiącego dobrą zabawę watażki w głęboko wierzącego muzułmanina. Rozgoryczony przegraną z Maschadowem w wyborach prezydenckich, coraz mniej myślał o niepodległej Czeczenii, a coraz więcej o Kalifacie, który miał łączyć wszystkie muzułmańskie narody północnego Kaukazu. A kto wie, może całą muzułmańską ummę?

W sierpniu 1999 roku, z grupą swoich zwolenników, Basajew zaatakował Rosjan w sąsiednim Dagestanie. Chciał w ten sposób wciągnąć sąsiadów w walkę z Moskwą. Rosjanie uporali się jednak z dżygitami Basajewa w niecałe dwa miesiące, a cała sprawa posłużyła im, tak samo jak wrześniowe ataki bombowe w kilku rosyjskich miastach, jako wygodny pretekst do zerwania rozejmu z Chasawjurty. Status Czeczenii miał się więc rozstrzygnąć dwa lata wcześniej, niż planowano. I nie w gabinetach polityków, a na polach bitwy.

Marzenia silnych zmieniają się w rzeczywistość, Grozny

Kadyrow tym razem odmówił ogłoszenia dżihadu i szybko dogadał się z Rosjanami. Po zdobyciu przez nich Groznego, Kadyrowa wyznaczono na szefa administracji cywilnej, a potem na p.o. prezydenta. W 2003 roku wygrał wybory na to stanowisko, jednak nie było mu dane długo nacieszyć się władzą.

9 maja 2004 roku, podczas obchodów Dnia Zwycięstwa, na trybunie VIP stadionu w Groznym wybuchła bomba, najprawdopodobniej wmurowana tam podczas generalnego remontu areny. Wśród trzydziestu zabitych był też prezydent.

Na antenie rosyjskiej telewizji prezydent Putin zakończył swoje wspomnienie o Kadyrowie słowami „odszedł niepokonanym”. Wtedy też oddał głos młodemu brodaczowi, który w jasnoniebieskim dresie wyglądał jak reprezentant kraju w jakimś sporcie walki. Tak na rosyjską scenę polityczną wszedł syn Kadyrowa, Ramzan.

Ramzan Kadyrow i Putin

Chociaż od tego czasu młody Kadyrow przestał być już taki młody (ma 41 lat i dziesięcioro dzieci), zmienił dresy na garnitury, a po paru latach przepychanek zdobył pełnię władzy w Czeczenii, nadal traktuje się go niezbyt poważnie.

Może to wszystko przez niewinny uśmiech? Albo przez silny akcent i błędy gramatyczne, kiedy mówi po rosyjsku? A może chodzi o jego niezwykłą aktywność na Instagramie?

Patrzcie, jaki milusi

Instagram i uśmiech nie zmienią tego, że Ramzan Kadyrow trzyma teraz Czeczenię żelazną ręką, opierając się na członkach swojego tejpu (plemienia). Ci, zorganizowani w paramilitarne oddziały kadyrowców, dbają o to, by nikt nie odważył się powiedzieć złego słowa o Szefie. Ulice zmieniają swoje nazwy co chwila, żeby upamiętnić kolejnych kolegów Ramzana i jego ojca, w tym najważniejszego z nich: prezydenta Putina, którego prospekt przy Sercu Czeczenii przechodzi płynnie w prospekt Kadyrowa-seniora.

Na cześć Achmata przemianowano Terek, czyli występujący w najwyższej rosyjskiej lidze klub piłkarski z Groznego. Również jego pamięci poświęcono wielkie muzeum na drugim końcu prospektu Putina. Są tu pamiątki po zamordowanym prezydencie, zdjęcia z czasów nauki w Bucharze, ale też ze spotkań z prezydentem Rosji. Na jednym z nich, siedząc na jachcie, w koszulach z krótkim rękawem i czarnych okularach, dwaj prezydenci rozmawiają o czymś, wyraźnie rozbawieni. Podpis: „ani chwili wytchnienia”.

Przed muzeum Kadyrowa-ojca

Może nas to śmieszyć, tak jak mogą śmieszyć wszechobecne portrety tego, który „odszedł niepokonanym”. Ale czy pod rządami Basajewa, albo któregoś z innych, coraz bardziej radykalizujących się bojowników, byłoby lepiej?

Czy to się nam podoba czy nie, Grozny nie jest już w ruinie. Co więcej, wystarczy przejechać do sąsiedniego Dagestanu czy Osetii Północnej i zobaczyć, jak bardzo na plus odstaje Czeczenia od sąsiednich republik. Moskwie zależy na tym, by Czeczeńcy się nie buntowali i jest w stanie za to sporo zapłacić. A Kadyrow zgodnie ze starą zasadą bierze, ale nie zostawia pokwitowań.

Wszystko rządzi się tu lokalnymi prawami: nie ma wieprzowiny, kobiety zakrywają głowy i nogi. Całkowitej prohibicji co prawda wprowadzić nie można, bo to uprawnienia federalne, ale można ograniczyć ilość miejsc sprzedających alkohol, a także godziny sprzedaży. Ledwie kilka sklepów w Groznym, otwartych od 8 do 10 rano to w praktyce prohibicja. Rosjan też prawie tu nie ma, może poza stacjonującymi tu żołnierzami.

A przecież kiedyś byli oni w Groznym większością. Gdzie się więc podziali?

Suzdal to miasteczko będące częścią Złotego Pierścienia Rosji, czyli grupki miast na północny wschód od Moskwy. Kiedyś był to ważny ośrodek kupiecki, a także jedna ze stolic ruskich książąt. Przez wieki wybudowano tu kilkadziesiąt (57, jeśli wierzyć tej liście) cerkwi i pięć monastyrów.

Rynek w Suzdalu

Historia dla Suzdala skończyła się podczas budowy Kolei Transyberyjskiej.
A konkretnie wtedy, gdy zadecydowano, że przebiegnie ona przez leżący 40 kilometrów na południe Włodzimierz. To tam przeniósł się cały handel, to tam rozwinął się przemysł. Suzdal zaś został żywym skansenem. Zamieszkałym przez 10 tysięcy ludzi muzeum, w którym nawet elektryczność poprowadzona jest pod ziemią, żeby nie psuć turystom fotografii.

Całe miasto wygląda tak, jakby od czasu budowy Transsiba nic tu nowego nie wybudowano. Jedyny wyjątek to parę bloków na północnym krańcu miasto. I właśnie tam mieszka Sasza.

Sasza

Poznałem go w jednym z najlepszych rosyjskich wynalazków, czyli w sklepie ze świeżym piwem, rozlewanym prosto z beczek do plastikowych butelek. Sasza stał z kolegą przy sąsiednim stoliku i zaprosił mnie do wspólnej rozmowy. A kiedy okazało się, że właśnie zastanawiałem się nad miejscem na nocleg, zaprosił mnie do domu.

Sasza urodził się w Groznym i pracował tam jako informatyk na miejscowej uczelni. Żyło mu się nieźle, miał nawet dwa domy. Dzisiaj żadnego z nich już nie ma, zostały zniszczone w którymś z bombardowań miasta. Z Groznego uciekł tuż przed wojną, kiedy atmosfera zaczęła robić się coraz gęstsza. Wylądował w Suzdalu, w bloku przeznaczonym dla uchodźców z Czeczenii. I tak już został. W małym miasteczku trudno o pracę dla uniwersyteckiego informatyka, więc zajmuje się głównie naprawianiem laptopów i instalowaniem windowsów.

Sasza z pamięci cytuje Jerofiejewa i ma, jak na Rosjanina wyjątkowo otwarty umysł. Kiedy rozmowa schodzi na politykę, nie powtarza regułek z telewizora, które poznałem już na pamięć. Widać niepokorną, kaukaską szkołę mówienia tego, co się myśli. Jeszcze ją poznam: w Osetii, Dagestanie czy Kabardyno-Bałkarii.

Żona Saszy, Helena, jest w jednej czwartej Polką, wnuczką szlachcica zesłanego w XIX wieku na Kaukaz. W rozmowie co chwila wspomina, że na jej dziadka wołano „pan Kalinowski”. Sasza nie lubi, kiedy żona za długo mówi, przerywa jej lekko zirytowany.

Pani Helena odpowiada mu tylko:
Sasza, nie odzywaj się tak do mnie. Nie jesteśmy na Kaukazie.

No właśnie, nie są. I choćby chcieli (a chcą, choćby dla kwiatów i owoców, które ciągle wspomina pani Helena), to wrócić tam nie mogą.

A skoro Rosjanie nie mogą wrócić do Czeczenii, to chyba Czeczeni wygrali wojnę. Co nie?

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Państwa, Podróże, Polityka i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „To kto w końcu wygrał?

  1. Ciekawy, nietypowy artykuł

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s